Kilka kolejnych dni uplynelo. Slonce jest wszedzie, przewaznie pionowo nad glowa, cienia jest tyle ile pod stopami. Na szczescie barow i knajpek jest masa, co 10 metrow, sprzedawcow z lodowkami jeszcze wiecej. Wiecej wydaje sie tu na picie niz na jedzenie. Duzo owocow, ale ogorki niesmaczne.
Mieszkamy w dzielnicy Lapa - jest to miejsce, gdzie codziennie sa street party. Codziennie, a dzisiaj w sobote podobno bedzie najwieksza. Trudno to sobie wyobrazic, ale w dzien nie ma korkow (slonce), za to w nocy sa o 3.00 nad ranem. Pod naszymi balkonami sa najwieksze imprezy. Wczoraj przyszla bateria z instrumentami, ale cienko grali, wiec sie dolaczylismy i gralismy z nimi do czwartej w nocy, a ludzi tylko przybywalo! Wszyscy tancza, przekrzykuja sie, totalna mieszanka ras, kolorow, a uliczni sprzedawcy poczta pantoflowa dowiaduja sie gdzie odbywa sie impreza na dzielnicy i sciagaja tlumnie, a drinki i jedzenie jest tanie.
Przedwczoraj bylismy na probie szkoly Tijuca, jednej z czolowki. Proba otwarta dla wszystkich, mega impreza i generalnie strefa BNB (bardzo niewielu bialych), ale ludzie bardzo przyjazni.
Tutaj nawet obserwacja zycia ulicy jest ciekawa - mnostwo scenek rodzajowych, mozna siedziec godzinami i sie nie nudzic. Bardzo ciekawe miejsce...
Dzis idziemy na probe szkoly najlepszej - Mangueira. Bedzie sie dzialo...
sobota, 12 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Czesc chlopaki!!! Wiem od dziewczyn, ze sie dobrze bawicie i juz sie ladnie opaliliscie ;).Sciskam Was mocno i zycze mnostwa wrazen!!! Beijosss Marta Goncalves
Prześlij komentarz